Total Pageviews

Sunday, 21 June 2026

Świat się zwę żył w miłości

 

Świat się zwę żył w miłości


Jak makiem zasiać pełno tego chwastu,

choć zdarza się i w łanie zbóż czerwony mak.

Lękam się już nie o siebie a o tom latorośl,

rosnącą w mej ziemi choć wiatry ją niosą

to na jedną to na drugą stronę przechylając.


Ciasno robi się w moim mieszkaniu,

nikt już nie mówi komfort tylko dyskomfort.

Tak chciałbym by wyfrunęło moje dziecko

w niebo i szukało swojego gniazda.

Zatraciłem miłość jaką miałem w sercu.


Usiadłem w fotelu jak kot gdzie ciepło

i krzyk lament ba nawet przekleństwo.

To już nie miłość to poczucie obowiązku,

że miejsce ustępuję mojemu dziecku.

Myślałem wytrzymaj i tak odejdzie.


Miłość miłość moja kochana jakże to

nie wypływasz z ust moich, nie mówię kocham.

A jednak mam ich wszystkich w sercu

i to nie moja wina, że świat się zwę żył

do tej miłość, która nie jest zakazana.


Jeśli życie znów się ułoży to znów nuda ustąpi

i znów rozkwitnie miłość tak jak na początku.

Szkoda, że miłość potrzebuje oprawy

jak brylant, który się szlifuje

by był radością mego życia.


Autor Jacek Marek Krawczyk

Kraków 2026.06.22


Dziedziczna korona

 

Dziedziczna korona


Aż kurdefelek wstrząsnął moją głową,

trysnęła para z ust i zimną wodę na głowę

wylała mi trzeźwość mego pragnienia.


Wyluzuj mówię do siebie, jeszcze nie czas.

Choć rączka niespokojna a usta drżą

do pocałunku i ten nie pokój czy pozwoli.


Coś bąknąłem pod nosem i rzekłem kocham

ciebie najdroższa i ucałowałem w czoło

jak dziecko o którym marzyłem w samotności.


Tak to już bywa kiedy kobieta przychylna,

że chciałoby się mieć z nią dzieci i mówić

do niej żono ona do mnie mężu i synu i córeczko.


Bo wtedy wiem, że coś robię dla siebie

i dla niej i dla rodziny tak jak ona moja żona

idąc przez życie niczym Królewska Korona.


Autor Jacek Marek Krawczyk

Kraków 2026.06.15