Dni mojej młodości
Oddech mój uspakaja moje serce
choć minęło tyle lat bezkresny czas
znów wracasz w moich snach i dniach
na huśtawce w dół i w górę tak jak Ja.
Myśmy byli jeszcze dziećmi wzburzeni
że świat igra z nami jak z aniołami.
Dobroć wypływała i ta świadomość
trzymania się razem w skocznym tańcu.
Igrała iskierka z paleniska i ten śmiech
sami wiedzieliśmy, że kochać to nie grzech.
I tak los rozłączył nas, lecz coś było w nas
że każdy szukał szczęści w promyku serca.
Jeśli już coś rwie mnie do życia to wy
moja miłość spełniona w której jesteś ty.
I mówię sobie przecież moje dzieci
to takie jak my z moich lat młodości.
Gdzieś tam po świecie włóczysz się
już nie piszesz listów o miłości swej.
Lecz wiem, że znów widzimy się
w lustrze, które mówi że razem jesteśmy.
Jak trudno uwierzyć, że rozstaliśmy się
choć wiem, że kochasz już innych nie mnie.
I tak wiedziałem, że czystość naszych serc
nie złączy nas w węzeł oddania siebie.
Autor Jacek Marek Krawczyk
Kraków 2026.07.02