Kan-try autostradowe [2]
Jadę jak wiatr wzburzony do ciebie
Wciskam gaz i już nie uważam
Czy zatrzyma mnie światło czerwone
Jeszcze coś we mnie tkwi to rutyna
Chwała Bogu, że tak długo jeżdżę.
Coś mnie tknęło po co jadę do ciebie
Zatrzymałem wóz na parkingu,
I wtedy ty zjawiłaś się w tym stroju,
Który mówił, że jesteś ma kobieta.
Włączyłem bieg a obok mnie Luxia
Piękna jak ma skrzynia automatyczna
Wystarczyło włączyć bieg a później
Wszystko było jak jazda samochodem
Wyuczone poznane i doświadczone.
Zawróciłem z drogi zostawiając Luxe
Krzyknęła nie mam szczęścia – ja też
Dodałem gazu i dym zasłonił ją
Niczym zadyma w gasnącym ognisku.
Mijam wsie mijam miasta znów sam
Został mi ten samochód niczym kochanka
Jadę w nieznane jadę w niewiadomą
Może znów zobaczy to dziewczyna
I zechce pojechać ze mną w nieznane.
Autor Jacek Marek Krawczyk
Kraków 2025.12.07
No comments:
Post a Comment
jacek-43-43@o2.pl