Kan-try autostradowe [12]
Trzęsą mi się ręce jak jechać
Jeszcze jednego klina i zadzwonię
Przepraszam dziś nie mogę,
Ale jutro pojadę do Warszawy.
Zapal do cholery, baterie siadły
Niech to szlak trafi, przepraszam
Jutro pojadę do Warszawy
Zawiozę ten towar panie kierowniku.
Wyjeżdżam w nerwach, brak plomby
Ząb mnie boli, a licznik stanął w miejscu
Mijam miasta wsie i opuszczam Kraków
Tak chcę dojechać do stolicy.
Jeszcze dwanaście kilometrów i stop
Czekam kiedy przejedzie pociąg
W tę telefon zawracać budowa zamknięta
Włączam radio 13 grudnia i cisza
Przed burzą…
Autor Jacek Marek Krawczyk
Kraków 2026.01.24
No comments:
Post a Comment
jacek-43-43@o2.pl