Na próżno wołać
Łan zbóż w słońcu
Wyrasta w górę
I pnie się ku niebu,
By ziarna wysypać na ziemię.
Człowiek przyjmie ten dar
Zamieniając ziarno w chleb
Praca rąk i pot, że jeszcze
Można najeść się do syta.
Obraz maluję to co widziałem
Łany zbóż mieniące się kolorami
Żółci i czerwieni maków polnych
W świetle promieni słonecznych.
Kup pan obraz krzyczałem
Ludzie mijali mnie milcząc
Słońce zachodziło a Ja głodny
Kładąc się spać zapłakałem.
Ra ne ptaki mnie obudziły
Szukając pożywienia w ziemi
A Ja pobiegłem z obrazem
I znów krzyczałem kup pan obraz.
Nagle staruszek z białą laską
Stanął przy mnie i pyta
Ile kosztuje ten obraz
Dałem mu za darmo i więcej
Nie malowałem.
Po co Boże dałeś mi ten dar
Gdy chleba nie ma z tego
Po co Boże mam krzyż nieść
Zatrudnię się u rolnika.
Teraz syty jestem i milczący
Bo wiem, że dar wcale nie pomoże
W osiągnięciu szczęścia
A jedynie praca rąk moich
Da to co dać powinna.
Autor Jacek Marek Krawczyk
Kraków 2025.03.03
No comments:
Post a Comment
jacek-43-43@o2.pl